czwartek, 18 września 2014

Jestem w Colorado.

Cześć myszki!
Nareszcie mam czas, żeby usiąść i napisać coś dla was.

Może zacznę od tego iż latanie to meeeeeega sprawa. Pomimo ponad 9h w samolocie to mega mi się podobało! Świat z samolotu jest tak piękny.. Rozmarzyłam się.
Orientation fajne, śmiechu dużo było, poznałam kilka naprawdę cudownych dziewczyn i właściwie dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Jedzonko dobre, naaaprawdę!
Po 4 dniach w hotelu i wycieczce do NY, za którą gdybym musiała zapłacić sama żałowałabym okrutnie czekały mnie jeszcze 4h w samolocie do Denver. Przed wylotem poznałam Andreę z Czech, która mieszka w Colorado Springs. Spotkamy się pewnie nie raz :).
Colorado samo w sobie przecudowne! Widok gór jest niesamowity. Weekend spędziłam w Colorado Springs u dziewczyny hosta, która jest niezwykle miłą i kochaną osobą! Poznałam jej rodziców, którzy też są super. Cała moja rodzina jest mega spoko! Śpiewamy w samochodzie, żartujemy, jest okay! Byliśmy w Garden of the Gods. Zakochałam się totalnie w tym miejscu i na pewno będę chciała tam wrócić. Spróbowałam amerykańskiego jedzenia, które nie spodobało się mojemu żołądkowi i trochę cierpiałam. Ale już jest ok! Muszę się tylko przyzwyczaić.
Z młodym się dogadujemy bardzo dobrze, żadnych problemów nie ma. Dzisiaj pierwszy raz złapał mnie sam z siebie za rękę :).

Teraz będę w Commerce sama przez 10 dni bo host dzisiaj poleciał do Berlina. Młody mieszka u mamy. W sobotę mam lunch z koleżanką hosta-mega miła! W poniedziałek mam lunch z mamą hosta - muszę być w sukience :D. W weekend też chciałabym spotkać się z Agatą.

Miałam już jeden mały kryzys 'co ja tutaj robię, chcę do domu!', ale ogarnęłam się! Mamy super sąsiedztwo, które zaproponowało mi pomoc w razie W pod nieobecność hosta i wgl jest OK.

do napisania :*, a teraz kilka zdjęć:


TOP OF THE ROCK




KISSING CAMELS


Garden of The Gods

Garden of The Gods


sobota, 6 września 2014

ostatnie chwile w Polszy.

Cześć kochane!
Na wstępie od razu wrzucam screena mojego bloga:

W Polsce będę jeszcze jakieś 20 godzin..

Zleciało to wszystko straszliwie szybko. Niedawno było 48,33,24 a teraz 20 godzin, nie dni..

Jestem mega zła, gdyż strój piłkarski Taylora nie doszedł. Zamawiałam 11 sierpnia, miało być opóźnienie to i owszem, ale miał dojść na sto pro w tą środę. Mamy sobotę.. Sprzedający nie wywiązał się z umowy. Nie mam ani pieniędzy ani prezentu. Wczoraj leciałam szybko kupić coś młodemu, bo przecież w życiu nie wytłumaczysz dziecku czemu inni dostali a on nie.. Mam nadzieję jednak, że ten strój dojdzie, to wtedy rodzice mi to podeślą do CO.

Czas pożegnań to najgorsze co może wgl istnieć :/. Co ja się napłakałam w ostatnim tygodniu.. Jeszcze wczoraj, słuchając z przyjaciółką 'nie zostawiaj mnie' płakałam jak dziecko. Nadszedł chyba taki moment wątpliwości, czy robię dobrze. Ale wiem jedno. Gdyby nie pomysł wyjazdu nigdy nie wyjechałabym do NL i nie poznałabym tych wszystkich wspaniałych ludzi, których poznałam. Więc chyba właśnie tak moje życie miało wyglądać. Szkoda tylko, że teraz zaczęło się wszystko naprawdę układać.. Ale to jest mój czas! Czas zrobić coś dla siebie! Być szczęśliwą :).

Obiecałam zdjęcia prezentów, to wstawiam:



bransoletka dla Sharilyn.



mój maluch uwielbia matematykę :)


Nie mogę zacząć się pakować noo. Nie wiem od czego zacząć :D
tak aktualnie wygląda moje biurko. Syf, kiła i mogiła :D.
walizeczki <3
Timmek w walizce.
my :3
 Mój pies chyba wie co się święci, bo z natury się do mnie nigdy nie kleił, a teraz cały czas przychodzi się przytulać.

gramy razem :).

Okej, lecę wstawiać kolejne pranie. Kolejny post będzie już z US :).
Trzymajcie się cieplutko and wish me luck!